Uzyskanie wszystkich zgód od miejskich urzędników trwa rok, czasem półtora - skarżą się przedstawiciele firm, które chcą budować w Warszawie. Nadzieje pokładają w projekcie nowej ustawy o zagospodarowaniu przestrzennym.
Żeby coś zbudować, trzeba dostać od miejskich urzędników pozwolenie na budowę. Jest ono potwierdzeniem, że inwestycja wpisuje się w plany rozwoju miasta. Zgoda powinna być wydawana na podstawie tzw. miejscowych planów zagospodarowania - dokumentów określających, jaki dana część miasta ma mieć charakter.
W Warszawie ma je jednak zaledwie 16 proc. jej obszaru. Reszta planów przestała obowiązywać 1 stycznia. Inwestor, który chce coś zbudować tam, gdzie nie ma planów, musi najpierw uzyskać od urzędników decyzję o warunkach zabudowy.
- To tak, jakby dla działki opracowywać miejscowy miniplan zagospodarowania - porównuje Marek Poddany, wiceprezes Polskiego Związku Firm Deweloperskich. - To bardzo pracochłonne, bo ten miniplan opracowują nie urbaniści czy architekci, ale urzędnicy. A oni po prostu nie są przygotowani do wykonywania takiej pracy. To zapaść, jest gorzej niż tragicznie.
- Oczekiwanie na decyzję o warunkach zabudowy niesamowicie się wydłużyło - wtóruje mu Elżbieta Brodowska z biura marketingu Pekao Development. - Nie ma reguł, urzędnicy nie mają się na czym oprzeć, więc zwlekają z wydawaniem decyzji. To bardzo dokuczliwe dla deweloperów.
Więcej w Gazecie Wyborczej.
Opinie i komentarze
oczywiscie, ze tak. Kulczyk
oczywiscie, ze tak. Kulczyk Investments chcialo zainwestowac sporo w Warszawie ale radni skutecznie wychamowali to. I np. na Woli jeden wiezowiec przerz to nie powstal. Tacy radni... a szkoda, liczylem ,ze znajde prace w tym budynku
Dodaj nową odpowiedź